Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zevin Gabrielle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zevin Gabrielle. Pokaż wszystkie posty

4 czerwca 2014

Opowiem Ci o niebie

Dziś dwie krótkie recenzje książek, które udało mi się przeczytać ostatnimi czasy. Książek niezwykłych, choć tak różnych od siebie.

„Niebo istnieje… Naprawdę!” Todd Burpo, Lynn Vincent, wyd. Rafael
liczba stron: 189

Nam ludziom, tak przywykłym do zwyczajnych, przyziemnych spraw, ciężko wyobrazić sobie własną śmierć i to, co po niej następuje. Trudność ta może wynikać z wątpliwości, czy coś w ogóle istnieje po śmierci, czy jest niebo, czy jest w ogóle Bóg… Często spotykamy się z literackimi wizjami tej krainy, do której trafimy z końcem naszego ziemskiego życia, ale to tylko fikcja literacka, wymysł fantazji, bo czy w ogóle można opisać coś tak nienamacalnego, tak nierzeczywistego w świecie, który pragnie konkretów, dowodów i faktów… 
 
Otóż, można. I zrobił to Todd Burpo przy pomocy Lynn Vincent, którzy spisali historię syna Todda, Coltona – chłopca, który odwiedził niebo i wrócił, by o nim opowiedzieć! Colton jako czterolatek poważnie zachorował, był bliski śmierci, przeszedł szereg operacji, by nagle po wycieńczającej walce i gorliwej modlitwie najbliższych chłopcu – nagle wyzdrowieć. Zupełnie. To był istny cud – i nie tylko z medycznego punktu widzenia, ale też dlatego, że jak twierdzi, poznał niebo…

Ktoś mógłby pomyśleć, że to zwyczajne kłamstwo, stek bzdur i wymysłów dzieciaka o bujnej wyobraźni. Tylko jak wytłumaczyć to, że chłopiec, dotychczas nieświadomy i nie uczący się o Jezusie, opisuje jego wygląd – zgodny z tekstem Ewangelii? Jak wytłumaczyć fakt, że chłopiec z dokładnością opisuje cechy zmarłych dawno członków rodziny, których nigdy nie widział, ba, nawet o nich nie słyszał? No, jak…? Nie da się. TU POTRZEBA WIARY! 

„Niebo istnieje… Naprawdę!” napisane jest prostym, komunikatywnym i bardzo sugestywnym językiem. Podczas lektury, czytelnik zwraca szczególną uwagę na wypowiedzi Coltona. Bije z nich dziecięca szczerość, prostota i serdeczność. 

Napis na okładce informuje, że tę książkę pokochały miliony. To prawda, można się w niej zakochać! Można się pośmiać, ale i popłakać – ale można też zdobyć nadzieję na to, że nie jesteśmy tu sami, że nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią, że kiedyś spotkamy naszych bliskich, którzy już odeszli… 

Więcej napisać o tej książce nie sposób, ją po prostu trzeba przeczytać!  

 

„Gdzie indziej” Gabrielle Zavin, wyd. Initium
liczba stron: 240
Moja ocena: 8.5/10
* cytat pochodzi z książki 

„Przykro mi, ale nie spotkało mnie nic szczególnego… Jestem tylko dziewczyną, która zapomniała spojrzeć w obie strony, zanim przeszła na drugą stronę ulicy.”*  

Tak, to prawda - Liz, spiesząc się na spotkanie z przyjaciółką, zapomniała spojrzeć w obie strony. Ale kto mógł przypuszczać, że to skończy się dla niej tak tragicznie! I nie chodzi tu o ból, rehabilitację czy konieczność noszenia protezy. Dziewczyna umarła... i znalazła się Gdzie Indziej, a więc w krainie, do której trafia każdy po śmierci. W miejscu będącym odpowiednikiem Ziem -  tyle że zamieszkiwanym przez zmarłych.

Liz, zagubiona i zrozpaczona, nie będzie mogła i chciała zaakceptować nowej sytuacji. Przecież ma dopiero piętnaście lat! Niczego w życiu nie przeżyła, niczego nie zaznała. I nagle, przez zapomnienie, roztargnienie, nieuwagę, zajdzie się w obcym sobie świecie, który niby przypomina Ziemię, ale rządzi się swoimi prawami. 

Gabrielle Zevin, pisząc „Gdzie Indziej” wykazała się niezwykłą wyobraźnią i kreatywnością. Stworzyła literacką wizję nieba – tak niebanalną i inną, od wszystkich dotąd mi znanych. Stworzyła pozaziemski świat, który ubrała w ziemskie stroje, przez co czytelnik lepiej się w nim odnajduje. To jednak nie wszystko, autorka wykazała się także niezwykłą wrażliwością i świeżym podejściem do kwestii śmierci nastoletniej dziewczyny. Historię poznajemy przecież ze strony Liz. To, co czują jej rodzice to tylko element uzupełniający. Najważniejsza jest psychika dziewczyny, jej rozważania, rozterki i lęki. I choć ona umarła i trafiła Gdzie Indziej, to wydają się na one takie swojskie, codzienne, przez co prawdziwe i szczere.

„Gdzie Indziej” to więc niezwykła historia, w której śmierć jest początkiem nowego życia. To także opowieść o tym, co w życiu (i jak się okazuje – także po śmierci) najważniejsze – o nadziei, tęsknocie, miłości i pragnieniu szczęścia. Polecam wszystkim tym spragnionym niecodziennych wrażeń literackich, niebanalnych fabuł i wzruszających historii.
 
Obie recenzje biorą udział w wyzwaniu: Czytam literaturę amerykańską!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...