25 sierpnia 2013

Stowarzyszenie zabójców

Małżeństwo. Zwieńczenie miłości. Nowy etap w życiu. Już nie „ja”, „moje”, tylko – „my”, i „nasze”. Dzielnie obowiązków. Wspólne wakacje. Dzieci. Pies. Ogródek za domem. Rodzinne spotkania. Takie wyidealizowanie wyobrażenia o małżeństwie skrupulatnie budują w nas media. Nie bierzemy pod uwagę jednak wiadomości tragicznych – które pojawiają się równolegle z tymi sielskimi obrazami życia rodzinnego - oddalając od siebie drastyczne wizje i szczerze wierząc w to, że nas to nie dotyczy, że jesteśmy ponad, jesteśmy lepsi, że wygramy…
 
Tym czasem Eric - Emmanuel Schmitt w „Małych zbrodniach małżeńskich” udowadnia, że małżeństwo to nic innego jak związek morderców, „którzy napadają na innych, zanim rzucą się wzajem na siebie”*. To „długa wędrówka do śmierci, gdzie po drodze ściele się trup. Para młodych to para, która próbuje pozbyć się innych. Para starych to para, gdzie partnerzy próbują się wzajemnie wyeliminować.” *

Małżeństwo Lisy i Gillesa przechodzi kryzys. Choć oboje to czują, żadne z nich nie przejmuje inicjatywy, by je naprawić. Najbardziej odbija się to na Lisie, która, przez stale rosnącą frustrację, coraz częściej sięga po alkohol. Jej mąż, nawet po odkryciu prawdy, bagatelizuje problem. Niewątpliwie ci dwoje się kochają, jednak nie potrafią tego dobrze okazać. Piętnastoletni staż małżeński nie sprzyja temu, wręcz przeciwnie, wprowadził do ich wspólnego życia nudę i rutynę. Małżonków poznajemy w chwili, gdy wchodzą do swojego nowo – starego domu. Starego dla Lisy. Niby(!) nowego dla Gillesa, który w skutek wcześniejszego upadku, zapadł na amnezję. 

Jaki powód jest dobry, by… zabić?! Co tak naprawdę wydarzyło się w dniu, kiedy Gilles stracił pamięć? Które z małżonków jest bardziej wyrafinowane? Kto lepiej się maskuje? I czy można uratować jeszcze ich miłość? 

Na niewielu - bo zaledwie stu - stronach Schmitt zawarł tyle treści i głębi, że niekiedy musiałam przebywać czytanie, by wszystko porządnie „strawić” i zrozumieć. Osiągnął to, co udaje się niewielu. Stworzył genialny dramat, który czyta się jak najlepszą powieść. Mnogość intryg, świetne dialogi, barwne i doprecyzowane postaci oraz pomysł(!) to wszystko składa się na nieprzeciętną, niebanalną i zaskakującą lekturę. Polecam!


„Małe zbrodnie małżeńskie, Eric-Emmanuel Schmitt, wyd. Znak
liczba stron: 100

Moja ocena: 9/10

źródło zdjęcia: Znak 
*cytaty pochodzi z książki

12 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej książce wiele i chyba się skusze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Czytałam ją trzy razy i wciąż mi się podoba :)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie niebanalne powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja. Nie znoszę przewidywalność i schematycznośći.

      Usuń
  3. Bardzo chciałam przeczytać coś Schmita i mam jak na talerzu! Kontunuacje z jego twórczością ropoczne od recenzowanej przez ciebie książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że w jakiś sposób mogłam pomóc. A tę książkę polecam szczególnie - to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Schmitta i nigdy nie zapomnę, jakie zrobiła na mnie wrażenie, gdy czytałam ją po raz pierwszy dwa? trzy? lata temu :)

      Usuń
  4. Hmmm..myślę, ze jak spotkam sie z tą ksiazka to ja przeczytam. Z twojej recenzji i oceny widzę, ze warto po nia siegnąć.
    Jesli będziesz miala ochotę to zapraszam do siebie na nową notkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że udało mi się zachęcić cię do przeczytania tej książki. Czekam w takim razie na Twoją recenzję :)

      Usuń
  5. Czytałam tę książkę kilka lat temu i szczerze przyznam, że niewiele z niej pamiętam, więc przypuszczam, że nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia, jak na Tobie. Niemniej jednak inne dzieła Schmitta bardzo lubię i cenię sobie tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, każdy ma inny gust - na szczęście.
      A Schmitt ma wiele dzieł dobrych, kilka bardzo dobrych, a nawet świetnych, ale ich ocena zależy jedynie od czytelnika.

      Usuń
  6. Brzmi zaskakująco. Bardzo oryginalny pomysł. Czytałam już "Historie miłosne" Schmitta, ale nie były aż tak intrygujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - też mi w nich czegoś brakowało.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...